Moje życie jest okrutne. Nienawidzi mnie.
Miałam młodszego braciszka. Ale o to właśnie chodzi „miałam” . Był najcudowniejszym dzieckiem świata. Miał zaledwie sześć lat, choć na swój wiek był bardzo mądry. Wszystkie spędzone z nim chwile były niesamowite i pamiętam je dokładnie.
*
- Kalolinko !Otworzyłam zaspana lekko oczy. Było bardzo późno, a ktoś usiłował mnie obudzić. Poczułam jak maleńka rączka trąca mnie w ramię.
- Kalolinko !
Od razu rozpoznałam ten miły, dziecięcy głosik, więc natychmiast się zerwałam. Chłopczyk siedział na moim łóżku i patrzył na mnie swoimi ogromnymi zielonymi oczami. Był wyrazie czymś przygnębiony.
- Jasiu ! Dlaczego nie śpisz ? Jest już bardzo późno … - powiedziałam do mojego małego braciszka, który mnie obudził.
- Nie mogę zasnąć . Miałem zły sen. – powiedział smutnym głosikiem. Nie można się na kogoś takiego gniewać, nawet jeśli budzi cię w środku nocy.
- A co ci się przyśniło? – zapytałam .
- Coś bardzo złego. – odpowiedział .
- Ale co złego ?
- Coś bardzo, bardzo złego. – powtórzył .
Spuścił głowę i milczał.
- Jasiu … dlaczego nie chcesz mi tego powiedzieć ?
- Bo to coś bardzo, bardzo, bardzo złego. – powtórzył po raz trzeci.
Nie był wcale przestraszony, tylko … po porostu smutny. Te ogromne przygnębienie w jego oczkach było nie do zniesienia.
- Mogę spać dziś z tobą ? – zapytał .
- Oczywiście !
Przykryłam go dokładnie kołderką, pocałowałam w czółko i ułożyłam się obok Jasia.
*
Nie muszę chyba nawet wspominać jak bardzo kochałam
Jasia, był dla mnie oczkiem w głowie. Ja go wychowałam, gdy mama i tata wiecznie pracowali. Jaś był bardzo dobrym dzieckiem. Tamtego dnia obudziłam się normalnie. Chłopiec jeszcze spał, więc poszłam i w tym czasie przygotowałam mu śniadanie. Gdy się obudził był taki wesoły. Pamiętam jak słodko powiedział : „Dziękuję Kalolinko !”.
Zawoziłam Jasia do przedszkola. Wysiedliśmy na parkingu. Tego dnia było deszczowo i bardzo ślisko. Z parkingu do przedszkola Jaś zawsze szedł już sam. To były dosłownie dwa kroki. Pomachałam mu na pożegnanie . Chłopiec odwrócił się i przesłał mi buziaka. Samochód, który próbował wyjechać z parkingu wpadł akurat w poślizg.
Jaś zginął na miejscu.
To była moja wina, bo nie chciało mi się odprowadzić go tych dwóch kroków. Dosłownie patrzyłam jak umiera.
Nienawidzę za to życia. Odebrało mi najcenniejszą rzecz jaką miałam. Byłam i żyłam tylko dla niego. I to zostało mi odebrane. Umarł z mojej winy, to oczywiste.
Stracić coś co się kocha całym sercem … Wolałabym sama odejść. Nie chcę tak żyć. Każdy dzień jest trudniejszy niż poprzedni. Staram się zapomnieć na każdy możliwy sposób. Zapomnieć , że się kogoś kocha …
Jednak najbardziej nie mogę przeżyć tego, że nie dowiedziałam się, co się mu wtedy śniło.